HUTA POKÓJ S.A. - wyroby hutnicze, konstrukcje stalowe, usługi

Wybór wersji językowej

EN

Strefa klienta

Zaloguj się

Sklep

Kup online

Życie moją pasją.

Wolny jak ptak

Huta Pokój SA w Rudzie Śląskiej, zakład z wielkimi tradycjami, o wieloletniej historii, renomowana marka, konsekwentnie przez dziesięciolecia budowanego zaufania, solidnej roboty oraz innowacyjnego myślenia. Spoglądamy na zakład z lotu ptaka, jakże inaczej wszystko wygląda. Niesamowite, potęgujące się z każdą chwilą wrażenie. Z powietrza widać inaczej, oznaczone na nawigacji punkty są bliżej, odległość jawi się jakby z innej perspektywy. 

"HUTA POKÓJ S.A. z lotu ptaka

Któż z nas choć raz patrząc na ptaki nie zapragnął poszybować jak one? Będąc wolnym jak ptak - Ikarem  - spełniać swoje marzenia - tak malowniczo mówi o swojej pasji latania, paralotniarstwie, pan Mirosław Kurzeja wieloletni pracownik Wydziału Profili Giętych. 

Czasem to pragnienie jest tak silne, że człowiek szuka możliwości, aby je zrealizować. I właśnie takie urządzenie jak paralotnia pozwala spragnionym latania zrealizować swoje pasje. Choć w niewielkim stopniu poczuć się wolnym… jak nasi skrzydlaci przyjaciele.

O lataniu marzyłem  od dziecka, ale dopiero w 2007 roku kiedy pierwszy raz zetknąłem się z paralotnią postanowiłem, że je zrealizuję.  Poszedłem na kurs, zdałem egzamin państwowy w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego, zdobyłem świadectwo kwalifikacji – mówi Mirosław Kurzeja.

Paralotniarstwo jawi się jako najprostszy sposób na poznawanie otaczającej nas przestrzeni w trzecim wymiarze. Już za stosunkowo niewielkie pieniądze możemy wzbić się w powietrze. Wykorzystując prądy powietrzne szybować niczym ptak za pomocą sprzętu, który po złożeniu mieści się w bagażniku małego samochodu. Są dwa rodzaje paralotniarstwa: swobodne,  które wykorzystuje  kominy termiczne oraz napędowe. W pierwszym przypadku, aby wzbić się w powietrze trzeba pojechać w góry, gdzie są warunki do uprawiania tego rodzaju latania. Najpopularniejszą w naszej okolicy jest góra Żar oraz Skrzyczne. Niestety wyjazd na takie latanie nie zawsze kończy się startem. Już na miejscu czasem okazuje się, że zbyt mocno lub zbyt słabo wieje wiatr, że wieje nie z tej strony. Starty bowiem odbywają się zawsze pod wiatr. Mając zaś na plecach przyczepiony specjalny silnik ze śmigłem, które pcha do przodu, do startu wystarczy nieduży płaski teren. Wprawdzie konieczna jest dobra kondycja, by wziąć rozbieg z trzydziestokilogramowym obciążeniem na plecach - póki nie oderwiemy się od ziemi, ale lepiej mieć co najmniej jedno podejście do lądowania –  niż tylko jedno –  jak w swobodnym - żartuje pan Mirosław.

W kręgach paralotniarzy mówi się, że właśnie latanie napędowe jest prawdziwie swobodne. Można lecieć dokąd i na jakiej wysokości się chce, ( oczywiście w ramach przepisów - do wysokości 3 tys. metrów nad poziomem morza, poza tym cała przestrzeń powietrzna podzielona jest na tzw. strefy, w których statki powietrzne mogą się poruszać na ściśle określonych zasadach). Wprawdzie start w lataniu napędowym odbywa się również pod wiatr, ale później kierunek wiatru nie ma większego znaczenia.

Długość lotu ogranicza ilość paliwa w zbiorniku. Typowy zbiornik w  napędach, na przykład -  paralotni produkcji polskiej, Dudek Nucleon, (jednej z najpopularniejszych na świecie, charakteryzującej się dość dużą prędkością oraz bezpieczeństwem), na której latam, wystarcza na 3-4 godziny lotu. Przy założeniu średniej prędkości na poziomie 40-50 km/h,  w jednym locie można przebyć trasę nawet do 200 km. Zdarza się jednak, że z wiatrem leci się z prędkością nawet 100 km/h. Czasem zbieramy się w kilka a nawet kilkanaście osób i robimy wspólne dalekie przeloty. Własny rekord odległości ustanowiłem, sam dla siebie - w 2014 roku kiedy przeleciałem ponad 230 km. Na każdy lot zabieram nawigację, często latam w nieznane strony. Bez nawigacji powrót do domu byłby nieco utrudniony. Radio służy zaś przede wszystkim do nasłuchu częstotliwości lotniczych w danym rejonie. Mimo, iż przestrzeń powietrzna wydaje się być wielka, to jednak bardzo ważne jest, aby wszyscy jej użytkownicy wiedzieli o swoim w niej istnieniu. To bardzo poprawia bezpieczeństwo w powietrzu, przez radio paralotniarze porozumiewają się także między sobą – dodaje rozmówca.

Niezłą frajdę daje latanie nisko nad ziemią na wysokości ok. 1 m,  takie latanie nazywane jest potocznie kosiaczeniem. Czuć wtedy prędkość. To tak jakby jechać motocyklem siedząc na kierownicy. Takie latanie można uprawiać tylko nad polami i łąkami przy bardzo ładnej pogodzie, bez wiatru, zawirowań. Duże znaczenie ma również wtedy ukształtowanie terenu, powietrze bowiem  różnie się nagrzewa, zalicza się podobne turbulencje jak pasażerowie  samolotów. 

Prawdziwą wolność czuje się jednak dopiero latając wśród chmur i ponad nimi. Te odczucia trudne są do opisania, latanie jest jak narkotyk – uzależnia, od niego trudno się uwolnić. Wzbicie się w powietrze skutkuje z jednej strony wyzwoleniem w człowieku ogromnej ilości adrenaliny a z drugiej wyciszeniem po ciężkim dniu pracy. Oderwaniem od codziennego zgiełku i naładowaniem dobrymi emocjami.

Rodzina była przeciwna lataniu, żona bała się o mnie, ale po wypadku, który miałem na ziemi,  straciłem środkowy palec w czasie odpalania silnika i pauzowałem przez rok – zmieniła zdanie, musiałem być nie do wytrzymania. Teraz sama mówi – idź polatać! – śmieje się pan Mirosław.

Być może ta opowieść zainspiruje kogoś z nas, zaszczepi pasję latania, inne pasje…

Tymczasem - do zobaczenia w powietrzu – żegna się z nami Mirosław Kurzeja.

 

Jola Kotelska

Dział Rzecznika Prasowego i Komunikacji Wewnętrznej WĘGLOKOKS S.A.

 

*zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Mirosława Kurzeji


Pozostałe aktualności