HUTA POKÓJ S.A. - wyroby hutnicze, konstrukcje stalowe, usługi

Wybór wersji językowej

EN

Strefa klienta

Zaloguj się

Sklep

Kup online

Moja pasja – Jeździectwo

Jeździectwo jest pięknym sportem i może być uznane za sztukę, na której wyżyny chciałbyś się wznieść. Dostąpić tego może jednak ten, kto z całym zrozumieniem wniknie w psychikę konia i kto nie siłą, ale wyczuciem osiągnie z nim porozumienie.
                                                                                           

W. Museler

Jan Maurycy Drobny — Dyrektor ds. Operacyjnych GTL-SERVICE Sp. z o.o. w Międzynarodowym Porcie Lotniczym w  Katowicach. Człowiek z wieloma pasjami, ale zdecydowanie największą stanowią konie i zamiłowanie do jeździectwa, przodownik II stopnia GTJ (Górska Turystyka Jeździectwa), instruktor PZJ (Polski Związek Jeździectwa), sędzia TREC PTTK.

 

 

Konie są istotami niezwykłymi, ponieważ są zarazem silne, potężne, ale także mają w sobie lekkość i grację poruszania. Te rozumne i pełne wdzięku stworzenia zjednują sobie sympatię ludzi. Samo obcowanie z końmi ma dobroczynny wpływ na człowieka — i nie chodzi tu jedynie o poprawienie sprawności fizycznej, choć i to jest niewątpliwie dużym atutem jeździectwa — ale przede wszystkim niesie ze sobą radość i harmonię. Konie, podobnie jak psy, mogą być spośród zwierząt najlepszymi przyjaciółmi człowieka, mogą być także jego terapeutami; nie od dziś bowiem wiadomo, jak pozytywne wyniki osiągają pacjenci cierpiący na choroby psychosomatyczne czy mający zaburzenia neurologiczne i rozwojowe.

 

Te szlachetne zwierzęta pasjonują i zachwycają swoim naturalnym pięknem, dlatego często widzimy je w filmach, na zdjęciach i obrazach, a także coraz częściej w reklamach. Są symbolem nieokiełznanej wolności, idealnie stworzonymi przez Boga. Mimowolnie, jakby odruchowo konie kojarzą nam się z czymś dobrym i czystym, przywodzą na myśl same pozytywne skojarzenia, ludzie na ich widok odwracają się i w nie wpatrują.

Konie jako zwierzęta stadne posiadają także jeszcze jedną ciekawą cechę, mianowicie muszą mieć przywódcę. Jeżeli to człowiek okaże się być mądrym przywódcą to konie do niego lgną. Pracując z końmi doszedłem do takiej konkluzji, że można przywództwo na koniu wymusić, przejąć, ale można też to przywództwo przyjąć — i wtedy mówimy o prawdziwym porozumieniu i współpracy. Tym właśnie się zajmuje jeździectwo naturalne.

 

Pan Maurycy pasjonował się końmi już w dzieciństwie, żartuje, że z agroturystyką miał już kontakt zanim jeszcze powstał ten termin. Wraz z rodzicami wyjeżdżał na wieś i jeśli tylko gospodarz miał konie, to starał się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Każde wakacje, które spędził w towarzystwie tych zwierząt utrwaliły się w pamięci jako szczęśliwe i wyjątkowe.

Wakacje spędzałem w Głogowcu k/Głogówka. Tam z kolegą dosiadaliśmy jedynie krów, bo konie były tylko u sąsiadów. Wiele lat później, w 1978 roku pojechałem do Zbrosławic, tam rozpocząłem naukę jazdy na koniach wierzchowych, w pełni osiodłanych, pod czujnym okiem instruktorów, którzy pilnowali abym miał poprawną postawę i dosiad.

Ośrodek, jak sam pan Maurycy przyznaje, bardzo prężnie się rozwijał i przyciągał coraz więcej pasjonatów jeździectwa. Jednak po pewnym czasie pan Maurycy postanowił zrobić sobie dłuższą przerwę  i zaczął rozwijać inne pasje: żeglarstwo, narciarstwo, a także judo, które sukcesywnie trenuje do dziś w grupie Masters w Czarnych Bytom. Miłość do koni powróciła nagle i niespodziewanie — po dwudziestoletniej przerwie, przypadkowo zobaczyłem ośrodek konny. Impulsywnie, bez zastanowienia postanowiłem zarazić tą pasją swoją żonę oraz córkę.

Choć żona nie złapała bakcyla, to z córką już poważnie podchodziłem do jeździectwa. Wtedy też spotkałem instruktora, który powiedział, że jeżeli naprawdę chcę się nauczyć jeździć to muszę przychodzić na lekcję jeździectwa przez cały semestr półroczny — treningi 2-3 razy w tygodniu. Po ukończeniu tego kursu mogę z pełną świadomością powiedzieć, że stałem się prawdziwym, samodzielnym jeźdźcem.

 

W tym okresie pan Maurycy zainteresował się ujeżdżeniem, ponieważ wiedział, że jeżeli zdobędzie tę trudną umiejętność, będzie mógł w przyszłości próbować swych sił w innych dyscyplinach jeździeckich. Trenując ujeżdżenie brał udział w zawodach amatorskich, zdobywając brązowy medal Mistrzostw Polski Amatorów w ujeżdżaniu w Zakrzowie, srebrny Medal Halowych Mistrzostw Polski Południowej w Zbrosławicach, a także jako pierwszy odniósł zwycięstwo w Mistrzostwach Ujeżdżeniowych Gliwickich Amatorów  - MUGA.

Po odniesionych sukcesach ten miłośnik koni postanowił swoją pasją zarazić większą rzesze osób i stał się organizatorem różnych imprez jeździeckich.

 

Zorganizowałem razem ze sponsorami w ramach Targów Katowickich „GLOB” imprezę pt. „Salon Jeździecki Koń 2002”. Tam też odbyły się wspaniałe pokazy ujeżdżeniowe, skokowe, westernowe, a nawet woltyżerka. Następnie w Gliwicach na terenie kąpieliska w Czechowicach zbudowałem ośrodek jeździecki „Stajnię nad jeziorem”, gdzie odbywały się liczne imprezy połączone z zawodami jeździeckimi na świeżym powietrzu. Jedna z najlepszych i najgłośniejszych imprez to ,,Adrenalina” — były to  zawody rodeo – western w konkurencjach szybkościowych.

 

Dla pana Maurycego był to szczególny czas, który bardzo dobrze wspomina, nie tylko ze względu na sporą dawkę emocji związaną z jazdą na tzw. beczkach, ale także dlatego, że na te zawody kupił sobie pięknego, choć niedużego konika, który w  ¾ był rasy arabskiej, a w  ¼ kucem walijskim, o imieniu Lopez.

 

Pan Maurycy postanowił zdradzić nam jak należy ,,ułożyć” konia, jak odnaleźć wspólną nić porozumienia z tym niezwykłym zwierzęciem oraz opowiedział nam o przyzwyczajeniach i naturze koni.

Człowiek stworzony do relacji z Bogiem i panowania nad światem stał się niestety drapieżnikiem. Koń pozostał zwierzyną płową, roślinożercą nisko usytuowanym
w łańcuchu pokarmowym. Koń boi się jednak nie tyle drapieżnika, co jego drapieżnej postawy i zachowania. Podstawowa obrona konia to ucieczka, ale jest to inteligentne zwierzę i wie, że ciągła ucieczka to próżna utrata energii. Próbuje się więc „dogadać” i wówczas następuje faza porozumienia. Pragnienie konia to „święty spokój”, przestrzeń i ruch — świeże powietrze, urozmaicone pastwisko, dobre przywództwo. Od tego momentu może rozpocząć się współpraca z koniem, jego układanie. Wykorzystujemy do tego okrągłe ogrodzenie o średnicy kilkunastu metrów, z których koń nie może się wydostać, a my dzięki temu nie musimy za nim gonić. Westernowcy odkryli, że kto panuje nad ruchem konia, ten panuje nad całym koniem i nie trzeba do tego używać przemocy. Relację z koniem rozpoczynamy od zamknięcia go w tym ogrodzeniu i przegnania go,  wciąż zmieniamy kierunek jego chodu, aż w końcu koń zaprzestaje ucieczki i zaczyna reagować w sposób naturalny na nasze intencjonalne ruchy — to jest właśnie nawiązywanie z koniem relacji. Zwierzyna płowa boi się drapieżnych zachowań, ale nie boi się samego drapieżnika. Jeśli do konia podchodzimy w sposób nieagresywny, to on nas zaakceptuje i przekaże nad sobą przywództwo.

 

Jeżeli chcemy, żeby koń wykonał określony ruch, wtedy przyjmujemy postawę drapieżną, nieustępliwą i energiczną; jeżeli i to nie pomaga — dokładamy kolejne bodźce, według zasady dotknij: sierści; skóry; mięśni; kości. I teraz w momencie kiedy koń wykonuje pożądany ruch natychmiast przerywamy postawę agresywną i przechodzimy do pozycji neutralnej i w ten sposób uczymy konia, że jeżeli porusza się wedle naszych oczekiwań, odgaduje nasze intencje, to wtedy „zdejmujemy” presję i koń odczuwa komfort. Albo koń pracuje z nami uznając nasze przywództwo, albo pozostajemy w relacji drapieżnej, nie komfortowej dla obu stron.

Jeżeli koń zaczyna rozumieć zachowanie człowieka, wtedy przyjmujemy pozycję neutralną i jeżeli koń do nas podchodzi to oznacza, że osiągnęliśmy sukces i zwierzę oddaje nam przywództwo. Jest to swoiste partnerstwo na zasadzie dominacji i posłuszeństwa. Jeżeli jest się dobrym przywódcą, to koń zawsze za nami pójdzie. W stadzie nie rządzi najsilniejszy ogier, lecz zawsze najstarsza i najbardziej doświadczona klacz.

W przyrodzie to klacz – przewódca stada wyczuwa, kiedy zbliża się niebezpieczeństwo, wie kiedy trzeba uciekać, gdzie znajduje się czysta woda czy najlepsze pastwiska, dlatego to za nią podążają inne konie oraz akceptują wszystkich tych, którym ona zaufa. I tak samo jest z człowiekiem, jeśli chcemy mieć radość z  przebywania z koniem, to musimy doprowadzić do takiej sytuacji, w której koń nam będzie podległy, zaufa nam i odda przywództwo.

 

Swoją przygodę z końmi zaczął pan Maurycy od ujeżdżenia, później był western, a obecnie fascynuje go turystyka jeździecka, która najczęściej odbywa się na szlakach górskich i leśnych. Jak sam zainteresowany mówi, świat z grzbietu konia jest jeszcze piękniejszy, a ponieważ nogi konia są silniejsze od ludzkich, zwiedzanie jest  szybsze, co nie oznacza, że mniej intensywne. Pan Maurycy przygotowuje również konie do turystyki układa je, zaprzyjaźnia się z nimi  i oswaja, aby były bezpieczne dla podróżnych, nie bały się ludzi i akceptowały każdą osobę, z którą będą jeździć. Pan Maurycy chcąc  w naturalny sposób przejąć dowództwo nad końmi, musi wzbudzić ich zaufanie, a ma na to sprawdzone sposoby, którymi chętnie się z nami podzielił: Przygotowuję dla niego jakąś porcję treściwej paszy, chowam ją w krzakach i przyprowadzam konia do tego miejsca, po to, żeby wiedział, że podążając za mną będzie miał pożywienie, chcę żeby czuł, że dbam o niego i może mi zaufać. Sam pierwszy „próbuję” tego pożywienia, żeby koń wiedział, kto jest szefem. Podobnie można zrobić z wodą, wtedy koń rozumie, że jego przywódca wie, gdzie można się napić, wie jak przeżyć.

Możemy konia przełamać, wytresować, ale to będzie rozwiązanie siłowe, koń sam nie będzie chciał z nami przebywać, sam nie odda nam przywództwa. Budowanie relacji z końmi stanowi też temat warsztatów, które od jakiegoś czasu prowadzę.

Na koniec chciałabym zacytować jedno z przemyśleń pana Maurycego, które stanowi podsumowanie jego pasji:

Ciekawość życia, poszukiwanie i odkrywanie, zmuszają spragnionych wędrowania do wyruszenia w drogę — choć nieznaną.

 

 

 

Dział Rzecznika Prasowego i Komunikacji Wewnętrznej WĘGLOKOKS S.A.

*Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów p. Jana Maurycego Drobnego.

 


Pozostałe aktualności