HUTA POKÓJ S.A. - wyroby hutnicze, konstrukcje stalowe, usługi

Wybór wersji językowej

EN

Strefa klienta

Zaloguj się

Sklep

Kup online

Hutnik w składzie porcelany

Za każdą kolekcją stoi jakaś historia - wartość, nie ta materialna, ale emocjonalna,    wrażenia estetyczne płynące z dotyku wytworu ludzkiej pracy, rzeczy tak delikatnych, kruchych i pięknych, o których nieustannie się myśli.  Nie do uwierzenia, że o porcelanie można opowiadać w taki sposób, jak to robi hutnik, Adrian Matura - z uwielbieniem i ekscytacją.

Adrian Matura pracownik Walcowni Średniej, Euroblacha,  Huty Pokój SA.,  zawodowo zajmuje się naprawą sprzętu i przyrządów pomiarowych, ale po godzinach jest wielkim pasjonatem staroci i śląskiej porcelany.

 

Adrian Matura ze swoimi skarbami

 

 

Zaczęło się od fascynacji starociami. Miałem po babci serwis obiadowy, który pochodził z okresu wojny, wyjątkowa rzadkość. Znałem również parę osób, które w późniejszym czasie pracowały w fabryce porcelany,  ich rodziny. Huta Franciszka, taka nazwa przylgnęła do  Fabryki Porcelany w Bykowinie (obecnie dzielnica Rudy Śląskiej, budynek stoi do dzisiaj przy ul. Ceramicznej) - to była mała fabryka i mała produkcja*. W szczytowym okresie zatrudniała nie więcej niż 100 osób. Specjalizowała się w produkcji porcelany kuchennej, użytkowej - pojemniki na produkty spożywcze, serwisy kawowe, obiadowe. Właśnie tę porcelanę kolekcjonuję, z tej konkretnej fabryki, która stała nieopodal - po sąsiedzku – mówi Adrian Matura.

 

 

 

Początki fabryki były trudne, pierwsza porcelana była toporna, ze skazami. Z biegiem czasu   produkcję udoskonalono do perfekcji. Z fabryki wychodziły prawdziwe cacka, tu potrafiono robić porcelanę różową. A nade wszystko porcelana Czuday z Huty Franciszka wyróżniła się tym, że tak jak porcelana ćmielowska była cienka, delikatna i lekka, prześwitująca, prawie przeźroczysta. Niebagatelne znaczenie dla jakości przedmiotów miało również to, że tu na miejscu, na terenie dzisiejszych Świętochłowic wydobywana była doskonała, wyjątkowa glinka do produkcji – kontynuuje swoją opowieść pan Adrian.

 

 

 

W latach 30 XX w. fabryka przechodziła różne koleje losu. Na początku 1933 roku, po przejęciu majątku spółki przez komunalną Kasę Oszczędności Powiatu Katowickiego, powołana została nowa firma, produkująca porcelanę stołową i dekoracyjną. Czuday sygnował wyroby swoim nazwiskiem. W Bykowinie później stosowano różne warianty znaków, sygnatur. Najbardziej znany jest napis „Huta/Fran/ciszka”, który podczas wojny przybrał niemiecką formę „Franz/hütte”. We wrześniu 1939 fabryka została bowiem przejęta przez Urząd Powierniczy Wschód i działała pod nazwą Porzellanfabrik Franzhütte. W 1945 r. została upaństwowiona i podporządkowana fabryce w Bogucicach. Zlikwidowana w 1988 r. W fabryce w Bogucicach do 1952 roku stosowano przedwojenną sygnaturę "Giesche" fabryka porcelany S.A., w latach 1952–1993, fabryka sygnowała swoje wyroby "Porcelana Bogucice", używając także w połowie lat 90. XX wieku sygnatury "Giesche", wykupiona następnie przez Porcelanę Śląską Sp. z o.o., po generalnym remoncie i wymianie pieców wznowiła produkcję z początkiem 1995 roku i prowadziła ją do momentu ogłoszenia upadłości w roku 2009).

 

 

 

Tylko parę osób jest  w stanie rozróżnić co było produkowane w Bykowinie a co w Bogucicach. Sygnatura świadczy o tym w jakich latach przedmioty były produkowane i gdzie. Chociaż podstawową cechą identyfikacyjną pozostają sygnatury, należy zwracać szczególną uwagę na najbardziej istotne, formę i styl wyrobu, dekorację, kolory, glazurę, masę i dźwięk. Niestety przedmiotów, unikatów z tą konkretną sygnaturą, z mojej fabryki, jest już mało. Z pewnością przyczynił się do tego stary śląski zwyczaj tłuczenia porcelany w przeddzień ślubu na progu drzwi Panny Młodej. Przyszła mężatka musiała posprzątać tłuczeń do najdrobniejszego okrucha. Oceniano w ten sposób jej pracowitość i to czy w ogóle nadaje się na żonę. Pozbawiano w ten sposób rodzinę i znajomych Młodych – jak się wydawało zbędnych, porcelanowych, starych, często już niekompletnych porcelanowych staroci. Ludzie po prostu nie zdawali sobie sprawy z wartości tych przedmiotów. Na Śląsku niestety, oprócz Katowic, nie ma już  fabryk porcelany.  Kiedyś  było tutaj prawdziwe zagłębie. Na Górnym Śląsku – trzy: w Rudzie Śląskiej, w Katowicach Giesche, w Orzeszu.  Na Dolnym Śląsku również w samym Wałbrzychu były cztery fabryki. Przeszłość powoli odchodzi do lamusa – mówi ze smutkiem Adrian Matura.

 

 

 

Zbieram od około 10 lat. Kolekcja jest impulsem do szukania wiedzy, w takim bardzo wąskim zakresie, kolekcjonerstwo to sposób bycia. Teraz kompletuje się pojedyncze rzeczy, które zdobywam w różny sposób. Pasja zbieractwa, kolekcjonerstwa bardzo wciąga, uzależnia i nade wszystko jest zaraźliwa.  Pamiętam do dzisiaj jak pierwszy raz wszedłem na strych starego domu, aż mi dech zaparło - było jak w filmach. Pośród mroku i pajęczyn wyłaniały się spiętrzone, zapomniane przedmioty o niezwykłych kształtach. Ilekroć robię to powtórnie, odnoszę takie samo wrażenie, kiedy widzę  formy mebli i sprzętów odcinające się w mrocznym świetle. Odczuwam dreszczyk emocji, być może pośród tych rupieci znajdzie się coś ciekawego. Każdy weekend poświęcam na jeżdżenie, szperanie na giełdach staroci. Część przedmiotów wymieniam.  Wymieniamy się w również grupie kolegów kolekcjonerów, pasjonatów - wiedzą i  doświadczeniem,  informacjami o unikatach**. Wiąże się z tym cała  otoczka, która jest doskonałą okazją do nawiązywania wielu niezwykle interesujących znajomości – kończy swoją wypowiedz pan Adrian.

 

 

 

Kolekcjonerstwo – to rzecz piękna, wymaga wiedzy merytorycznej oraz metodologicznej. Niezależnie jakiej dziedziny dotyczy, to zajęcie dla ludzi darzących pewne przedmioty prawdziwą pasją. Specyficzne hobby, które  daje satysfakcję, dla innych może być całkowicie niezrozumiałe a przede wszystkim zbyt banalne i nudne. Na pograniczu kolekcjonerstwa zdobywa się wiedzę, która ginie w społecznej pamięci.

 

 

 

*Historia Porcelany Śląskiej sięga początków lat trzydziestych XX wieku.  W 1922 roku w dzielnicy Katowic - Roździeniu, powstała pierwsza na Górnym Śląsku niewielka fabryka porcelany, założona przez braci: Ryszarda i Józefa Czudayów. Wytwórnia nosiła nazwę "Elektro-Porcelana-Czudaywerke". Na bazie tej firmy około roku 1923 powstała "Giesche" Fabryka Porcelany SA. Dyrektorem został Ryszard Czuday, on też razem
z Georgem Giesche prowadził budowę nowej fabryki i zajął się adaptacją budynków na zakupionym terenie po byłej wytwórni pasz w Bogucicach. Udziałowcami w spółce w tym okresie byli bracia Czuday (49%) i Giesche SA (51%) w Katowicach. W 1926 roku nowym udziałowcem firmy został amerykański koncern Harrimana. W następstwie zmian organizacyjnych dyrektor Richard Czuday odszedł z firmy i w 1929 roku założył własną wytwórnię porcelany pod nazwą "Czuday" na terenie dawnej huty cynku  „Franz” w Bykowinie.

 

**Historia porcelany to początek XVIII, kiedy to August II Mocny, zapalony kolekcjoner i miłośnik porcelany wschodnioazjatyckiej założył w 1710r. własną, pierwszą w Europie fabrykę porcelany. Aby ją chronić, ulokował fabrykę w silnie strzeżonym i izolowanym Zamku Albrechtsburg w Miśni. W pierwszych latach nikt nie myślał o umieszczaniu na wyrobach znaku fabryki. Ponieważ nie było konkurencji, każda porcelana musiała pochodzić z miśnieńskiej manufaktury.

 

 

Dział Rzecznika Prasowego i Komunikacji Wewnętrznej WĘGLOKOKS S.A.

*zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego  M. Cichy


Pozostałe aktualności